Zrobić sobie zdjęcie na Shibuya crossing i wypić kawę w tamtejszym Starbucksie
- 20 maj 2019
- 1 minut(y) czytania
To było marzenie życia.
Jedno z takich miejsc na mapie świata, które zawsze chciałam zobaczyć.
Nie jestem fanką Starbucksa. Staram się szukać alternatywnych rozwiązań i wspierać lokalne restauracje, cukiernie itp. Nie jadam w sieciówkach, kawy w Starbucksie też nie piję.
Pamiętam pierwszą wizytę w Pekinie. Po przyjeździe do tego miasta (jechaliśmy pociągiem z Shenyang do Pekinu), pierwszą stacją, na której wysiedliśmy po około godzinie jazdy metrem z dworca kolejowego był Plac Tiananmen. To był szok kulturowy. W pełnym tego słowa znaczeniu. Zero białasów, sami lokalsi. Jakaś defilada w oddali i my z flagą biało-czerwoną.
Podobnego szoku chcieliśmy doznać w Tokio. Chcieliśmy pierwszego dnia, zaraz po przebudzeniu wsiąść do metra i wysiąść na Shibuya crossing.
Czy dobrze zrobiliśmy, że zwlekaliśmy z tym tydzień czasu, eksplorując w tym czasie inne dzielnice?
Tego nigdy się nie dowiem. Na mnie jedno z najbardziej rozpoznawalnych skrzyżowań na świecie zrobiło ogromne wrażenie, na moim mężu ciut mniejsze.
Weszliśmy również do jednego z najczęściej odwiedzanych na świecie Starbucksów.
Skrzyżowanie obserwowaliśmy bardzo długo i był to jeden z tych widoków, które zapamiętam na całe życie.
Smak kawy mniej.





Komentarze