Badaling Badaling!...o wyprawie na Wielki Mur Chiński
- 14 kwi 2020
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 maj 2020
Tym razem coś uśpiło naszą czujność.
W ciągu ułamka sekundy znaleźliśmy się w autokarze pełnym chińskich turystów, podążającym w kierunku Wielkiego Muru Chińskiego. Wcześniejsze postanowienie o tym, aby nie brać udziału w zorganizowanej wycieczce na Mur Chiński nie zostało dotrzymane.
Dzień wcześniej udaliśmy się metrem na trzecią obwodnicę Pekinu w poszukiwaniu autobusu nr 919 - najtańszego sposobu dotarcia na Wielki Mur.
Następnego dnia, tuż po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego. Mijając po drodze Plac Tiananmen do głowy przyszła nam kolejna możliwość dotarcia do Badaling (tak nazywa się najbliższy z Pekinu odcinek Muru do zwiedzania). Wyczytaliśmy wcześniej, że gdzieś spod Placu odjeżdżają nieco droższe autokary turystyczne. W tym oto momencie zostaliśmy zaczepieni przez pracownika komunikacji miejskiej oferującego nam szybkie dotarcie na Mur. Pomimo zapewnień, że cena biletu uwzględnia jedynie przejazd do Badaling, znaleźliśmy się w autokarze pełnym chińskich turystów biorących udział
w zorganizowanej wycieczce na Wielki Mur.
Nikt z pozostałych uczestników, wliczając kierowcę i pilota nie mówił po angielsku.
Z pomocą przyszła samotnie podróżująca studentka z południa Chin o imieniu Venus. Dziewczyna towarzyszyła nam przez resztę dnia i informowała o kolejnych punktach wycieczki. A było ich sporo w programie...
Zanim wyjechaliśmy z Pekinu (najbliższy odcinek Muru - Badaling oddalony jest od miasta ok. 40 km), każdy z uczestników miał niepowtarzalną okazję podziwiania przez szybę autokaru najwspanialszych budowli Pekinu. Wszystko odbywało się w akompaniamencie chińskiego przewodnika. Sytuacja beznadziejna. Za cenę "dodatkowych atrakcji" na szczęście podążaliśmy w kierunku Wielkiego Muru...
Do kolejnych punktów programu należała: wizyta w sklepie z kamieniami, wizyta
w muzeum kamieni, show mistrza wschodnich sztuk walki (posiadającego nadprzyrodzoną zdolność wkładania do nosa m.in. 15 cm gwoździ), lunch oraz zakupy w supermarkecie.
Chińscy turyści nie zgłaszali pilotowi żadnych uwag co do programu wycieczki. Co więcej, niektórzy z nich wydawali się być o wiele bardziej zainteresowani samymi zakupami niż wizytą na Wielkim Murze. Ze spokojem przyjęli również informację o tym, iż kierowca musi zatrzymać pojazd, aby go umyć. Postój wypadł na parkingu supermarketu. Trwał 2 godziny. Kierowcę przyłapaliśmy na spaniu w luku bagażowym...
Sklep, do którego nas zaprowadzono przypominał labirynt Minotaura. Budynek skonstruowano tak, aby turysta kierujący się do wyjścia przeszedł obowiązkowo przez wszystkie stoiska. Co więcej, pilot (wg doniesień Venus) przed wejściem do sklepu pouczył Chińczyków o obowiązkowych zakupach. Pytając Venus dlaczego zmusza się nas do robienia zakupów, usłyszeliśmy, że (....) to są Chiny i że nie możemy się wyłamać.
Niczego nie kupiliśmy, każdy z pozostałych uczestników wyszedł z reklamówką pełną souvenirów.
Spacerując wieczorem po uliczkach Pekinu, natknęliśmy się na kolejne ogłoszenie reklamujące wycieczkę na Wielki Mur. To jednak było wyjątkowe:
Only Great Wall!!! No shopping!!!
Roześmialiśmy się do łez :)














Komentarze