top of page
Szukaj

Idziemy na zakupy (Liaoyang)

  • 14 kwi 2020
  • 1 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 14 maj 2020


Tuż za rogiem mieszkania spotykam sprzedawców handlujących owocami, pestkami słonecznika, przyprawami. Zaopatrzona w kieszonkowy kalkulator nie stosuję się do zaleceń chińskich kolegów i kupuję produkty poza rekomendowanym marketem. Odwiedzam również pobliski ryneczek, wzbudzając ogromne zainteresowanie wśród tamtejszych mieszkańców. Warzywa i owoce, w większości te same co w Polsce, często różnią się kształtem i rozmiarem. Kupuję m.in. pół kilograma imbiru, 3 główki czosnku oraz egzotycznie wyglądające owoce gujawy, karambolę i pamelo.


Jak na zachowania tutejszych sprzedawców wpływa nasza obecność, dowiadujemy się za każdym razem, kiedy odwiedzamy te same miejsca. Poletkiem doświadczalnym stał się pobliski sklep warzywny, w którym pracuje bardzo pojętny sprzedawca.

W trakcie naszej pierwszej wizyty, stanął jak wryty i przecierał oczy ze zdumienia. Nie miał też pomysłu jak przedstawić kwotę za zakupy. W trakcie kolejnej wizyty uśmiechał się życzliwie, trzymając w ręku kalkulator. Trzecia wizyta - progres :) Wykonując proste obliczenie matematyczne wskazał na kalkulatorze ile reszty musi nam zwrócić, tak na wypadek, abyśmy nie czuli się przez niego oszukani :) Z każdą kolejną wizytą było coraz lepiej. Kupując nowe produkty, np. wino, sięga po korkociąg. Zdolna z niego bestia.


Wśród nowych przepisów urzeczywistniam w kuchni pekiński omlet z dymką, smażony ryż z krewetkami, chińską surówkę z białej kapusty oraz gruszki w cieście sezamowym. Mniam!




 
 
 

Komentarze


bottom of page