Hao Qian znaczy Maggie
- 14 kwi 2020
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 15 maj 2020
Korzystam z zaproszenia nowo poznanej koleżanki Maggie i stawiam się we wskazanym przez nią miejscu na spotkanie.
Jak na typowy chiński zwyczaj przystało, Maggie na pierwsze spotkanie zaprasza mnie na zakupy do pobliskiego centrum handlowego. Okazuje się, że dziewczyna ma niesłychaną intuicję i doskonale wie czego potrzebuję. Czuje się jak ryba w wodzie, pokazując mi te wszystkie cuda tekstylne :) Błądzimy po ogromnych halach (wraz z kolejnym piętrem ceny są coraz niższe) w poszukiwaniu jakiejś perełki...
Przestrzeń sklepową wypełniają setki małych boksów i duże stoiska obuwnicze. Moją uwagę przyciągają obciachowe, fluorescencyjnie błyszczące trampki, na dużych, wielowarstwowych koturnach. Są bardzo popularne w Chinach, do Polski szał na nie jeszcze nie dotarł. Moda uliczna preferuje w Liaoyang tzw. Japan style. Trochę bohemy, romantyzmu, koronki, sukienki a'la baletnica (na które ubiera się przydługie swetry typu oversize), błyszczące, pikowane kurtki, koronkowe tuniki, grube, pluszowe bluzy
z kapturem, szydełkowe kołnierzyki...
Każda szanująca się w mieście Chinka wie, że buty wieńczą dzieło, a że w mieście panują ultraniskie temperatury, co druga z nich nosi UGG buty Made in Australia.
Zainspirowana tutejszą modą zapragnęłam poszukać coś dla siebie. Nie było to łatwe zadanie. Przy moim wzroście, wg chińskich standardów, noszę rozmiar prawie niemożliwy do kupienia. Czuję się jak kolos w porównaniu z filigranową Maggie, która wspiera mnie na duchu i szczerze doradza. Wspierają mnie również sprzedawczynie, dla których jestem prawdziwym objawieniem i cudem największym! Dosłownie, największym...
W sklepach, ku mojemu zdziwieniu, nie ma przymierzalni. Przełamując poczucie krępacji, w asyście osób znajdujących się w sklepie, przymierzam ubrania, które wypatrzyła dla mnie Maggie. O dziwo nawet udaje mi się coś dopasować :)
Rozrywek ciąg dalszy...
Po zakupach udajemy się do restauracji i to nie byle jakiej! Maggie wybiera KFC i zamawia dla nas 2 zestawy kurczaka z Kentucky. Podpytuję koleżankę czy restauracja, do której mnie zaprosiła jest jej ulubioną. Okazuje się, że tak :) Oprócz panierki i mięsa, Maggie zjada również kości, dziwiąc się przy tym, że ja tego nie robię :)
Po obiedzie wybieramy się z chłopakiem Maggie do salonu gier Hero City.
Na wstępie miłe zaskoczenie - nikt nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi! Wszyscy pochłonięci są grą. Ten otulony głośną muzyką i kłębami dymu papierosowego przybytek, odwiedzany jest zarówno przez nastolatków jak i osoby starsze. Przy elektronicznej perkusji z Xbox'a 360 siedzi facet, na oko 30 lat. Sekwencje, które wygrywa wprawiają mnie
w osłupienie! Nigdy na żywo nie widziałam czegoś podobnego. Tryb hard to dla niego pestka. Obok przechadza się staruszek, który wsypuje kolejne monety do dziwnie wyglądającej maszyny. Wszyscy próbujemy swoich sił w grze jednoręki bandyta. Daję się również namówić na taneczną bitwę i mecz koszykówki. Jest ekstra :)











Komentarze