Smaki orientu
- 17 kwi 2020
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 maj 2020
Jak najszybciej poznać zwyczaje kulinarne Chińczyków?
Odpowiedź jest prosta - należy stołować się w najrozmaitszych restauracjach, odrzuciwszy myśl, że coś może być niejadalne :)
Pierwsze kroki w kuchni stawiamy z trójką przesympatycznych Chińczyków. Odwiedzamy różne miejsca, smakujemy nowych potraw, uczymy się jeść pałeczkami (w nadgarstkach czując zakwasy). W ciągu pierwszego miesiąca nasze kubki smakowe poznały milion nowych wariacji smakowych.
Kolacje z chińskimi kolegami to również uczta dla oczu.
Najczęściej siedzimy w oddzielnej sali, po środku której znajduje się okrągły stół
z krzesłami. Kelner/ kelnerka wykłada na szklaną, obrotową płytę kolejne potrawy.
Jest wśród nich zupa "wodny bukiet", w której samemu gotuje się plastry wołowiny, tofu, warzywa, owoce morza, grzyby, kuleczki wegetariańskie. Jest i kaczka po pekińsku, jagnięcina na chipsach, smażone w głębokim tłuszczu larwy o smaku lekko orzechowym, korzeń lotosu, pędy bambusa, wodorosty, pierożki gotowane na parze czy też koreański przysmak tj. zimny makaron zalany czymś w rodzaju kompotu z pływającym jajkiem, świeżym ogórkiem, krewetkami, gruszką i arbuzem.
Każda potrawa dostarcza nowych, nieznanych wcześniej smaków. Brakuje nam określeń,
do których moglibyśmy porównać nowe smaki.
Spotkania przy okrągłym stole to również znakomita okazja do poznania kilku faktów związanych z chińską kuchnią, np. cenniejsze w Chinach jest mięso z kością (nikt nie je idealnie odfiletowanych piersi kurczaka), zupę podaje się na sam koniec wieczoru. Wysoce cenionym produktem są wina importowane z Europy, a do posiłków serwuje się nieodpłatnie m.in. ciepłe napoje, np. gorącą wodę z dodatkiem imbiru. Kelnerzy nigdy też,
w czasie trwania kolacji, nie zabierają ze stołu pustych butelek po spożytym alkoholu.
Kosztujemy regionalnych trunków - piwa i 52 % napoju wyskokowego.
W salach obok naszej siedzą chińskie rodziny i grupy znajomych. Panuje hałas i gwar.
W powietrzu unosi się zapach tytoniu (nigdzie nie obowiązuje zakaz palenia; rocznie milion Chińczyków umiera z powodu palenia papierosów). Niekiedy goście wymiotują pod stołem...
Od naszych chińskich współtowarzyszy dostajemy radę, aby nie kosztować potraw serwowanych przez ulicznych sprzedawców...
Cóż... Dla mnie street food był, jest i będzie kwintesencją podróży. Nigdy też po snackowaniu na ulicy, nie chorowałam (w najgorszym przypadku pomogła No-Spa :) ).
Osobiście nie wyobrażam sobie podróży po Azji bez zamawiania jedzenia od ulicznych sprzedawców (więcej informacji o street foodzie znajdziecie w poście "Smak przygody").






















Zgadnij jaka część ciała leży na talerzu? ;)
Odp. a) ucho, b) oko, c) NOS













Komentarze