top of page
Szukaj

Jak go widzą tak go piszą

  • 21 cze 2019
  • 2 minut(y) czytania

Coś w tym jest, że pierwsze wrażenie jest tak silne, że na jego podstawie budujesz całą opinię na dany temat.

Do Bangkoku przyjeżdżamy wczesnym rankiem, około godz. 5.00. W strugach deszczu targujemy się z kierowcą tuk tuka i po wstępnych negocjacjach podążamy w okolice Soi Rambuttri. Przydał się adres namierzonego wcześniej w internecie hoteliku, który na miejscu okazał się speluną nie do przyjęcia. Na szczęście jest w czym wybierać. Hotele, jeden obok drugiego czekają na podróżnych. Ze standardem może być różnie, ale każdy znajdzie coś dla siebie.

Zdecydowaliśmy się na nocleg w pokoju z łazienką i klimatyzacją oznaczonym jako de lux... Co za burżujstwo! Miało być w stylu backpackerskim a tu takie faux pas! Co prawda nad głową wisiał wiatrak, którego uruchomienie groziło dekapitacją, nie było za to karaluchów, plam moczu na pościeli czy martwego mrowiska na środku łóżka (i takie pokoje oglądaliśmy :) ). W szukaniu noclegu w BKKu sprawdza się powiedzenie: szukajcie a znajdziecie :)

Pamiętajcie - sprawdzić trzeba pościel, wszelkie oznaki w postaci małych plamek czy okruszków to pozostałość po pluskwach, faraonkach itd. Pod żadnym pozorem nie można w Bangkoku otwierać okien, ani pozostawiać ich uchylonych (ryzyko kradzieży). Dlatego warto sprawdzić ich szczelność. Jeżeli ktoś szuka doznań ekstremalnych, Bkk mu je na pewno dostarczy. Kwestia ceny (mam tu na myśli wiele aspektów).

My za swój nocleg zapłaciliśmy ok. 50 zł i w tym momencie zostaliśmy bardziej flash niż backpackerami... :)

Pierwszy spacer po Bkku, po tym jak trafiliśmy w jakąś podejrzaną uliczkę z mocno podpitymi Brytyjczykami całującymi burdelmamę na dobranoc (a może na dzień dobry, kto to wie o 5.00 nad ranem) a później o mały włos nie zostaliśmy pogryzieni przez tajskie psy, skończył się skonsumowaniem mocnego alkoholu :)

Bangkok przyciąga dziwnych ludzi... Nagromadzenie freaków na kilometr kwadratowy (szczególnie w okolicach Khao San Road- mekki turystów) jest duże. Tatuaże, piercing, dredy, kolorowe stroje, buty glany (w ponad 40 stopniowym upale...). Podejrzane typki, emeryci z młodymi dziewczętami, babcie w koszulkach sex, drugs & rock'n'roll, transwestyci...itd. itd.

Jeżeli chodzi o pałace w Bangkoku, wszystkie oczarowały nas bogactwem. Najpiękniejszy wydawał się Wielki Pałac Królewski.

W okolicach głównych atrakcji nie dajcie się zwieść zapewnieniom, że owe miejsca są zamknięte dla zwiedzających! Wszyscy na raz będą chcieli Was zabrać do "Lucky Buddha!" Czytałam o tym w internecie. Przyszło nam się z tym zmierzyć wcześniej niż myślałam. Ogólne wrażenie było takie, że na każdym kroku próbowano nas oszukać i naciągnąć.

W Bangkoku trafiliśmy na duże upały, które nie ułatwiały polubienie tego miasta. Było gorąco, mokro, brudno... Tak jak piszą o tym mieście...


W Pałacu Królewskim







Wat Pho


Wat Arun



Targ amuletów

Tuk tuk - puk puk!

Strajk przed świątynią. Do zamachu doszło kilka dni później...




Świątynia przed centrum handlowym

Widok z hotelu w Bkk



 
 
 

Komentarze


bottom of page