Pewnego razu w Singapurze
- 13 cze 2019
- 2 minut(y) czytania
Tym razem o bagaż się nie martwię, leci ze mną na pokładzie samolotu. Jeszcze tylko kilka filmów do obejrzenia, parę drinków do wypicia i ląduję w Bangkoku, skąd dalej wyruszam do Singapuru.
Na pokładzie samolotu do Singapuru wita nas steward/essa, osobnik nieokreślonej jeszcze płci. W trakcie transformacji. Podmalowane oko, wydepilowana brew, głos jeszcze męski. Przed lądowaniem podaje informacje o pogodzie (40 stopni C!?!). Nadmienia również, że temperatura powietrza jest niemalże tak gorąca, jak on sam.
Na miejscu przestawiamy zegarek (Singapur, Malezja+ 6 h,Tajlandia+ 5).
Z pomocą przy zakupie biletów rusza przeszkolona w tym celu obsługa metra. Pracownicy czekają na podróżnych przy automatach sprzedających karnety, mówią nienaganną angielszczyzną.
Stacja docelowa- Boat Quay. Znany adres w Singapurze. Część historyczna z drapaczami chmur i długą promenadą przy rzece. Pod wieżowcami, tuż przy samej ziemi maleńkie, kolorowe domki. W jednym z nich spędzimy kolejne dwie noce. Miejsce urokliwe za dnia, w nocy przyciąga tłumy turystów chcących spróbować tutejszych owoców morza. Potrawą, z której słynie singapurska promenada jest black pepper crab - krab w sosie z czarnego pieprzu. Dorodne okazy, jeszcze żywe, pływają w akwariach tuż przy wejściu do naszego hostelu.


Nocą miasto wygląda jak jedna wielka iluminacja. Nawet palmy świecą :)

Akcent polski w Singapurze - pomnik Josepha Conrada Korzeniowskiego

Na promenadzie przed Marina Sands Bay

Boisko na wodzie? Kto bogatemu zabroni!

Nasz nocleg. Isn't it cute?

Deszczowe śniadanie na tarasie hostelu. W tle Marina Bay Sands.

Most w kształcie helisy DNA

Atrakcja centrum handlowego - rejs łódką

Hotel Maina Bay Sands

Widok z platformy hotelu Marina Bay Sands

Nie było nam dane zanurzyć się w basenie hotelu Marina Bay Sands. Powiedzmy, że nie starczyło czasu :)

Widok z platformy hotelu Marina Bay Sands na futurystyczne ogrody Gardens by the Bay

Tarasy spacerowe Gardens by the Bay




Komentarze