Wakacyjne menu
- 21 cze 2019
- 3 minut(y) czytania
Wyznaję zasadę, jeżeli sama nie przygotuję dania, które lubię, w restauracji go nie dostanę. Zasada ta obowiązuje na terytorium RP.
To co uwielbiam w Azji to mnogość miejsc, w których można dobrze zjeść. Jedzenie samo cię znajduję, szukać go specjalnie nie musisz. Tuż za rogiem znajdziesz zarówno wykwintne restauracje jak i głośne garkuchnie. Na samym dole restauracyjnej piramidy stoją uliczni sprzedawcy serwujący tzw. street food - dania z wyżyn sztuki kulinarnej. Dobrze zjesz wszędzie.
W podróży smakuję różnych rzeczy (ale o tym już wiecie :) ). Przed wyjazdem tworzę listę dań, które chciałabym posmakować i ewentualnie odtworzyć w domu. Tym razem w moim menu znalazły się:
~ nasi lemak- ryż gotowany na mleczku kokosowym z dodatkami w formie orzeszków ziemnych, suszonych anchovies, ostrego sosu oraz plasterków surowego ogórka i jajka na twardo. Danie kuchni malezyjskiej, bardzo smaczne.
~ pat thai- smażony makaron ryżowy z dodatkami. Wygląda nieciekawie, smakuje OK, ale jak dla mnie bez żadnej rewelacji. I tym stwierdzeniem narażam się zwolennikom tego słynnego tajskiego dania. Jadłam w wielu miejscach, niestety fanką tego dania nie zostałam.
~ Tom yang kum- pikantna zupa z krewetkami, trawą cytrynową i galangą (przyprawą o imbirowo-pieprzowym smaku). Jedna z narodowych potraw Tajlandii.
~surówka z zielonej papai- pyszna, ale ostra!!!
~ green carry-zamówiłam pierwszy i ostatni raz, ale kto nie ryzykuje ten...
~ przekąski na targu wodnym Damnoen Saduak- próbowałam tych, które smakował Pascal Brodnicki w programie Smakuj świat z Pascalem. Wszystkie wyborne.
~sticky rice with mango- ryż klejący z mango. Deser bardzo sycący. Można zjeść, ale małą porcję.
~satay- mięso grillowane na patykach, podawane z ogórkiem, cebulą i sosem z orzeszków ziemnych. Moja specjalność :) Zainteresowanych odsyłam na stronę Ugotowanych, gdzie znajdziecie mój autorski przepis na tą pyszną potrawę :)
~krewetki w tempurze- zamawiałam jako starter, ale równie dobrze mogłabym jeść kilogramami! Najlepsze jadłam w Last Barze na Półwyspie Railay.
~roti z mango, bananem, kokosem- naleśniki, te z kokosem zaskoczyły mnie najbardziej! Spodziewałam się wiórków kokosowych... W zamian dostałam płaty świeżego kokosa. Hehe
~nasi goreng- smażony ryż, który uwielbiam i często przygotowuję. Najlepszy jadłam w restauracji Madam Kwan's w Petronas Tower w Kuala Lumpur.
~tandori chicken- narodowa hinduska potrawa. Chyba nie do końca przypadła mi do gustu mieszanka przypraw...poza tym twardawy jakiś taki...
~ piwa Chang (po dwóch butelkach człowiek dostaje biegunki i niestety nie jest to sprawa osobnicza ;) Te same spostrzeżenia mieli turyści z Australii i Nowej Zelandii). Tiger (lepszy od Changa), Leo, Angkor (MADE IN CAMBODIA). W polskich marketach pojawiają się chińskie i tajskie piwa (Tsingtao, Chang). Niestety, smakują one zupełnie inaczej :(
~shake'i - ananasowy i z mango to smaki wakacji.
~chilli crab- krab gotowany w sosie na ostro, zamówiłam go w restauracji hinduskiej w dzielnicy Little India w Singapurze. Był hot, na granicy wytrzymałości.
~Roti Prata- smażony placek z wody i mąki w wersji XXL, podawany z sosem curry. W wersji dla oszczędnych można zamówić sam placek i jeść do oporu. Sosy u hindusa wypalały buzię.
~Samosy- trójkątne smażone pierożki z nadzieniem z warzyw- danie kuchni indyjskiej, bardzo smaczne. Jadłam je również w wersji na słodko - z bananem.
Jeżeli chodzi o wodę do picia, to poza Singapurem nawet zęby myłam wodą butelkowaną. Nie nadawała się ona do picia, o czym błyskawicznie poinformował mnie zmysł smaku.
W czasie podróży, niczym Bazyliszek wypiłam hektolitry napojów gazowanych, które jako jedyne przynosiły ulgę w upalne dni. Nie bałam się natomiast napojów z lodem (zamawianie ich, np. w Egipcie zawsze kończy się tak samo... wiadomo jak :) ). Piłam je w ilościach nieograniczonych.
Aha, podam jeszcze mój patent na dobre i tanie jedzenie w drogich miastach, np. w Singapurze. Wystarczy udać się do najbliższego centrum handlowego (najczęściej w pobliżu stacji metra) i zjechać windą do najniższego poziomu, w podziemia. Znajdziecie tam zagłębie boksów, w których może nie spotkacie Europejczyków, ale na pewno pyszne jedzenie za grosze.
P.S. Warto zapamiętać- "maj pet" oznacza po tajsku nieostre. Ostre będzie, ale mniej :)

Przekąski same do Ciebie przypłyną



Pat thai

Nasi lemak

Krewetki w tempurze

Pikanterii nigdy za wiele!

Ptasie gniazda

Mleczne napoje

Gołąbki z krewetkami

Satay'e

Smażone wontony i kaczka na słodko

Roti z kokosem

Sticky rice

Surówka z papai

Zagłębie gastronomiczne

Mleczko kokosowe

Był już Master i Top Chef. Czas na Wok Stars!




Komentarze